„48 godzin” – czyli majówka 2014 z No Limit Team

48 godzin” – czyli majówka 2014 z No Limit Team

48 godzin – tyle trwała nasza majowa zasiadka. Początkowo mieliśmy wybrać się na inny duży zbiornik zaporowy, ale mocne ochłodzenie, które było zapowiadane, a także brak czasu na przygotowanie miejscówki, oraz jej zanęcenia, sprawiły, że wybraliśmy mniejszą wodę.

Po przyjeździe, postanowiliśmy wraz z Moniką łowić w dwóch różnych miejscach, na dwie całkowicie odmienne strategie. Monika postanowiła użyć jako zanęty swojej ulubionej mieszanki w następującym składzie: 5kg rybnego pelletu 10mm, 2 kg mix pellet, 1kg pokrojonych kulek o smaku squid, oraz 1kg pokruszonych kulek o tym samym smaku. Wszystko to zalała boosterem o zapachu squid. Ja mianowicie postanowiłem nęcić samymi kulkami o rozmiarze 20mm, o zapachu squida i wątroby.

Po przygotowaniu zanęty przystąpiliśmy do sondowania dna. I tu pojawił się problem, ponieważ okazało się, że pomimo dużego obszaru do obłowienia, wszędzie jest płasko. Udało się jednak znaleźć jedno dość wyraźne wypłycanie, z bardzo twardym dnem, a także z kilkoma jak się później okazało, ostrymi zakończeniami, przez które straciliśmy jeden zestaw. W tej sytuacji postanowiliśmy połączyć nasze strategie i za pomocą spombu i kobry umieściliśmy pierwszą porcję zanęty(około 7kg) w wodzie. Plac który zanęciliśmy miał około pięciu metrów kwadratowych, więc zestawy były w wodzie bardzo blisko siebie, co wymagało dużej precyzji rzutu.

Pierwsza doba nie napawała optymizmem, ponieważ mieliśmy tylko trzy brania. Pierwsze nastąpiło około 21:00(akurat jedliśmy naszą spóźnioną kolację). Udało mi się wyholować pierwszego Karpia około 10kg.

Po wyholowaniu, odkażeniu pięknej ryby, wróciliśmy pełni emocji do naszego posiłku, ale jak się okazało kiełbaski, które mieliśmy na stole były już lodowate, a te które pozostały na grillu całkowicie spalone. W tej sytuacji szybko przerzuciłem zestaw, Monika donęciła kobrą 50 kulek i przyszła pora na kolejne rozpalanie grilla i przygotowanie drugiej kolacji. Po godzinie 12-stej pobudka na wędce Moniki. Tym razem niestety ryba po krótkim holu spięła się. Koło godziny 3:30 obudził mnie dźwięk mojej centralki i udało mi się w tych arktycznych warunkach złowić około 6-cio kilowego Karpia. Błyskawicznie wrócił do wody i mogłem wrócić do naszego ciepłego namiotu. Do rana spaliśmy już spokojnie.

Następny dzień przywitał nas niezbyt obiecującymi prognozami pogody, które usłyszeliśmy w radiu. Mianowicie burze, oraz wielkie oziębienie. Dla nas była to dobra wiadomość, ponieważ zawsze przed zmianą pogody ciśnienia, ryby się uaktywniają i zaczynają intensywnie żerować. Koło 14-stej nawiedziła nas dwugodzinna nawałnica, w czasie której mogliśmy odespać nocne wycieczki do brań. Przed ulewą ryby się uaktywniły i udało się złowić trzy karpie w przedziale 5-9kg, oraz Monika wyholowała ku naszemu zdziwieniu pięknego Azjatę, na pływającą kulkę 20mm, o dziwo – niesłodkim smaku. Potwierdza to regułę, że można łowić amury także na śmierdziele.

Po burzy, jak to zwykle bywa pojawiło się słońce. Postanowiliśmy przerzucić zestawy i wrzucić kolejną, a zarazem ostatnią porcję zanęty. Łącznie około 7kg, na nasz plac. Skład taki jak poprzedniego dnia, z tym że dodaliśmy więcej całych kulek proteinowych. Po ciężkiej pracy, czyli nęceniu przez dwie godziny spombem, mogliśmy sobie pozwolić na chwilę wytchnienia. Tym razem kolację mogliśmy zjeść w spokoju i ciszy. Jak się później okazało, były to już jedyne chwile spokoju.

Od 21:00 do 5:00 rano, praktycznie nie zmrużyliśmy oka. Było jak w bajce, ponieważ każde branie przynosiło co raz większe Karpie. Apogeum nastąpiło po północy. Na kiju Moniki zagościł największy gość naszej zasiadki, piękny, niesamowicie długi Karp królewski. Przez całą noc udało nam się złowić siedemnaście karpi w przedziale 6-16kg. Temperatura powierza zbliżyła się nad ranem do zera i nie zmieniła się aż do samego wyjazdu, czyli godziny 13:00.

Podsumowując, pomimo niezbyt sprzyjającej aury możemy uznać zasiadkę za udaną. Taktyka i dobór miejsca jak najbardziej się sprawdziły. Łowiliśmy i nęciliśmy kulkami w rozmiarach 20mm+, co pozwoliło nam uniknąć brań mniejszych ryb. Smaki to squid i wątroba. Haczyki nr 4 na miękkich plecionkach. Poniżej galeria z nocnych zmagań drugiego dnia.



Widgetised area

This is a widgetised area. To fill it with 'stuff', use the Bottom Menu Left widget.

Widgetised area

This is a widgetised area. To fill it with 'stuff', use the Bottom Menu Center widget.

Widgetised area

This is a widgetised area. To fill it with 'stuff', use the Bottom Menu Right widget.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress